„Inteligentnemu chłopcu mówi się tylko raz”

To znane chórzystom wszystkich pokoleń „Poznańskich Słowików” powiedzenie prof. Stefana Stuligrosza nie raz przypomniałem sobie w życiu. Hamowało jak balsam rozbrykanych chłopaczków, bo któż nie chciał być inteligentny? A równocześnie było nauką pewnej odpowiedzialności i dyscypliny życiowej. To nam pozostało, to wpajałem swoim dzieciom.

Profesor przypominał nam wytrwale i konsekwentnie, że należy być przyzwoitym człowiekiem i ciężko pracować. On sam był dla nas najlepszym tego wzorem. Uczył pracy w zespole i odpowiedzialności za jej wynik. W chórze jest to bardzo ważne – błędy jednostki mogą bowiem zniweczyć najlepszą pracę wielogodzinnych prób i starań pozostałych współtowarzyszy. Dzięki doskonałym umiejętnościom pedagogicznym profesora Stuligrosza, niezwykle wymagającego i konsekwentnego w dążeniu do celu, zyskiwaliśmy wiarę i nadzieję w sens ciężkiej pracy, żmudnych ćwiczeń, systematycznego doskonalenia, zwłaszcza w tamtych niełatwych powojennych latach.
Miałem wielkie szczęście, że moje drogi życiowe niespełna 10-latka skrzyżowały się ze ścieżką życiową wielkiego człowieka. Jasne, że wówczas tego nie doceniałem, ale w dalszym życiu nieraz żałowałem, że trwało to tylko niespełna pięć lat. Znalezienie się wówczas i po ponownym zbliżeniu podczas działania w Kompanii Druha Stuligrosza, w orbicie tego magnetyzującego człowieka, na pewnym etapie mego życia, w oczach wielu ludzi nobilitowało mnie i nie tylko mnie. Informacja o tym, że śpiewałem jako chłopiec w „Poznańskich Słowikach”, u wielu podnosiła moją rangę i wiarygodność, pomagała w wielu sprawach. Taka była magia tego nazwiska i tego człowieka.
Prof. Stefan Stuligrosz
Kompozytor i dyrygent urodził się w Poznaniu w 1920 roku. Do siedemnastego roku życia uczył się kupiectwa. W 1939 roku przejął pieczę nad chórem prowadzonym przez księdza Wacława Gieburowskiego. Stuligrosz zaczął uczyć się w kierunku muzycznym. Uzyskał m.in. dyplomy z muzykologii i dyrygentury symfonicznej. W roku 1950 chór trafił pod skrzydła Filharmonii Poznańskiej i pojawiła się jego oficjalna nazwa – Chór Chłopięcy i Męski Filharmonii Poznańskiej „Poznańskie Słowiki”.

Przez wszystkie lata istnienia Poznańskie Słowiki tworzyło około 2000 śpiewaków. Pod dyrekcją Stuligrosza występował w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych, Japonii i Korei Południowej. Chór śpiewał m.in. dla Jana Pawła II, prezydentów Kennedy’ego, czy Chiraca i innych wielkich tego świata.

Stefan Stuligrosz za swoje zasługi otrzymał szereg odznaczeń – m.in. Krzyże Kawalerski i Oficerski, Order Uśmiechu, Order Sztandaru Pracy I klasy. W 2010 roku z rąk Bronisława Komorowskiego otrzymał Order Orła Białego. Zmarł 15 czerwca 2012 r.

Jego zdolność wpajania młodym chłopcom pewnych prawd, zasad postępowania w życiu powodowała, że większość z nas wyrosła na porządnych ludzi – dobrze wykształconych, solidnie traktujących swoją pracę, nierzadko przez lata na eksponowanych stanowiskach. Spośród blisko dwóch tysięcy chłopców, którzy „wyszli spod ręki” Stuligrosza, wielu to znakomici inżynierowie, lekarze, naukowcy i oczywiście muzycy. Wszystkich nas zaraził miłością do pięknej muzyki, starł się też nauczyć tego mieszkańców Poznania.

Pozornie nierzadko apodyktyczny, surowy, potrafiący podnieść głos, umiał za chwilę pochylić się z troską nad problemami młodego człowieka. Kochaliśmy Go i kochamy, szanujemy nadal. Dla wielu z nas, a zwłaszcza dla tych z niepełnych rodzin, był jak ojciec – interesował się ich życiem, ich sytuacją rodzinną i materialną czy postępami w szkole.

Przy swojej wielkości był bardzo religijny, religijnością pozbawioną dewocji. I pod tym względem był dla nas wzorem, a znaleźli się wśród nas i tacy, natchnieni tą rozsądną i żarliwą miłością Boga, a zwłaszcza Matki Boskiej, którzy zostali świetnymi kapłanami czy misjonarzami w odległych krajach. Sam wychowany w prostej, religijnej rodzinie do końca miał znakomity kontakt z każdym człowiekiem – uwielbiano Go do końca, a dla nas, dziś już ludzie w poważnym wieku był i będzie zawsze tym samym Druhem.

W kierowanym przez siebie przez ponad 70 lat chórze wprowadził pewne dobre harcerskie wzory wychowania. Wpajał w nas potrzebę samodoskonalenia, życia bez nałogów, kierowania się honorem, odwagą, miłością do swego miasta i Ojczyzny. Odnosiliśmy się do Profesora z pewnym dystansem jak uczeń do swego mistrza, ale fakt, że pozwolił nam wszystkim, nawet tym najmłodszym, zwracać się do siebie per druhu, tworzyło pewną familijną atmosferę, w której był dla nas nie tylko surowym recenzentem, szefem, ale i kompanem, wyrozumiałym człowiekiem, potrafiącym pochylić się nad naszą codziennością.

Jako człowiek głębokiej wiary do końca uczył, jak godnie odejść z tego świata, doskonale wiedział, że nastąpić musi to, co nie uniknione – że Bóg tak chciał i wdzięczny był Mu za talent i długie twórcze lata życia.

Wszyscy, a zwłaszcza ci z byłych „słowików”, stowarzyszeni w Kompanii Druha Stuligrosza, zastanawiali się, co będzie, gdy Go zabraknie – dla nas jest On nadal, w naszych sercach i umysłach i tak chyba będzie zawsze, a ukochany Jego chór jest w dobrych rękach – Jego wychowanka – Macieja Wielocha.

dr inż. Grzegorz Cwojdziński
Prezes Kompanii Druha Stuligrosza